"Głębokie gardło", czyli gracja paryskiej kurtyzany...

Opublikowano w 29 października 2026 12:00

Po chwili byłem w jej ustach. Pięknie je wypełniałem i pieprzyłem. Można powiedzieć, że to ja ją tego nauczyłem, wszak co wieczór ambitnie odrabialiśmy lekcje z języka francuskiego…

Soczystość pocałunków, które składała na męskości i miękkość warg, które z pietyzmem sunęły po lancy w połączeniu z rozkosznie zwinnym języczkiem były ukoronowaniem cielesnego spełnienia. Do tego te powłóczyste spojrzenia rzucane w moją stronę z gracją paryskiej kurtyzany…

Jeśli w tym momencie mi zazdrościcie, drodzy panowie, to bez wątpienia macie rację. Tak, lekcje francuskiego z tą kobietą rozgrzewały moje fantazje do czerwoności, aż strach pomyśleć, jaką przybrałyby postać w rzeczywistości… Z pewnością realność ubrałbym w szaty perwersyjnej lubieżności. Poczułaby moja ukochana, co to znaczy zakrztusić się rozkoszą. Nie tylko w przenośni, lecz przede wszystkim dosłownie. Wyzbyty z resztek przyzwoitości, skradłbym jej oddech słodkim kneblem. Do tego stopnia, że łzy napływające do oczu zmyłyby perfekcyjny makijaż zmysłowo zaznaczając mą obecność.

Na tym jednak by się nie skończyło. W chwili, gdy na jej ustach zatrzymałyby się soczyste winogrona, poznałaby co to “głębokie gardło”. Oj, z lubością eksplorowałbym jej usta, ma batuta nadawałaby ton rozkosznemu utworowi, któremu spełnienie na imię. Te zaś byłoby jak wybuch Wezuwiusza, który obudził się po długim śnie. Wystrzałów nie byłoby końca, tymczasem lawa, lepka i gorąca, majestatycznie spływająca, przeszłaby do historii jako obraz upojeniem malowany…