Objęci idziemy do pobliskiego hotelu. W apartamencie opieram ją plecami o framugę. Nawet nie zdejmuję jej okularów. Sięgam pod spódnicę i rozrywam przemoczone majtki.
Krzyczy, rozkłada nogi, wypina biodra i bez najmniejszego sprzeciwu ugina kolana. Trzeszczy jak drzewo, w które trafił piorun…
Jej następczyni bierze fiuta w lekko otwartą dłoń jak na wagę, po czym delikatnie otacza go palcami, jakby oceniała kaliber lufy, która za chwilę wystrzeli… Ma doświadczenie i obejmuje kutasa luźno, tak by mógł spuchnąć w jej dłoni. I rzeczywiście, penis natychmiast robi się cięższy i grubszy…
Nałożnica cała jest chucią i chce tylko jednego: żeby ją rżnąć. Wiecznie, bez litości i przerwy. Spełniam tę prośbę. Z dziką przyjemnością.