Przewalałyśmy się nago, dotykając i liżąc jak porzucone kociątka. Pocałunki Joanny biegły wzdłuż ciała Anastazji, która wkładała język do dziurki Lukrecji. Wszystkie otwierały usta, by przyjąć inne; wszystkie wzdychały jak ktoś, kto wyruszył w podróż i dotarł do miejsca przeznaczenia.
Niczym wskazówka kompasu pokazująca północ przemieszczała się Lukrecja po jedwabistej skórze Joanny, by zamknąć krąg. Tymczasem lepki sok Anastazji stał się eliksirem utrzymującym rozkosznice w stanie nieustannego podniecenia.
Nie ma na świecie nic piękniejszego niż trzy kochanki połączone w ten sposób. No chyba że finał karesów…
Dodaj komentarz
Komentarze