Z czasem miałem dość miejsc „dla mężczyzn poszukujących wyrafinowanej rozrywki i relaksu w ekskluzywnym, dyskretnym i komfortowym lokalu”. Chciałem doświadczyć czegoś innego niż „tancerek zapewniających niepowtarzalne wrażenia estradowe”. Szczerze mówiąc, coraz bardziej kusił mnie… klub dla swingersów. Co mnie pchało do miejsca, gdzie „małżonkowie próbują ratować rozpadające się związki”? Przede wszystkim ciekawość, ta jednak szła w parze z chęcią zaspokojenia cichych fantazji seksualnych, które z takim pietyzmem rozbudzała Ladacznica.
Dodaj komentarz
Komentarze