Świadomość, że nic nie można zrobić w obliczu mruczącej czułości, jest ekstazą samą w sobie. Nie dziwne zatem, że czułam się i zachowywałam jak rozpalona kotka na ciepłym piecu. Gdyby nie knebel w postaci wilgotnej bielizny, która wypełniała me usta, pewnie powiedziałabym słodkie "miau"… Nie zrobiłam tego, ale i tak zostałam potraktowana jak prawdziwa kotka.
- Co to znaczy? - spytacie.
- A co kotka lubi najbardziej? - odpowiem pytaniem na pytanie.
Zgadza się - prawdziwa kotka lubi mleczko. Pamiętnego wieczoru posmakowałam go aż nadto…