Miałam mało lat, duże oczy, ładną buzię, jędrne piersi, nogi do szyi i zgrabną pupę... To wystarczyło, aby zaczęto składać mi obietnice i zapraszać na romantyczne randki. W końcu przyszła też pora na prezenty... Pierwszym z nich był zegarek z nierdzewnej stali marki Baume & Marcier. Dostałam go od pewnego nieprzeciętnie przystojnego chłopaka. Wyglądał jak absolwent prywatnej szkoły dla chłopców kształcącej synów z bogatych rodzin. Miał jasne włosy i ciemnoniebieskie oczy, był wysoki i dobrze zbudowany. Jak się okazało, ścigał się w ekipie wioślarskiej, z powodzeniem mógł więc zagrać w reklamie Old Spice'a.
Gdy zapinał mi podarunek, przyglądałam się uważnie młodocianemu darczyńcy, zachwycając się chłodnym dotykiem metalu i faktem bycia pożądaną i potężną...
- Jesteś taka piękna, pragnę cię - wyszeptał.
Uśmiechnęłam się i pozwoliłam położyć na łóżku niczym inkaska ofiara na ołtarzu, po czym oddałam się w zamian za wart kilka tysięcy dolarów czasomierz - prezent od rodziców na osiemnaste urodziny.
Każde kolejne spotkanie było nagradzane prezentem. Co więcej, uczyło mnie wiele na temat mężczyzn, tego, jak odczytywać ich życzenia i pragnienia, jak podniecać i prowokować, jak owijać wokół palca. Kusiłam więc kolejnego chłopaka bogatych rodziców, aż absztyfikant złamał się niczym trzcina na wietrze i zaczął błagać o spotkanie. Gdy już znaleźliśmy się w pokoju hotelowym, wręczył mi srebrny naszyjnik od Tiffany'ego. Zapiął klejnot swojej matki na mojej szyi i pocałował ją delikatnie. W nagrodę pozwoliłam mu badać swoje ciało przez kilka godzin, aż zasnął, wyczerpany i zaspokojony.
Za każdy kolejny prezent pozwalałam się dotykać na stare i nowe sposoby. Gdy zaś nasz romans dobiegł końca, zdążyłam już zgromadzić pokaźną ilość biżuterii i posiąść równie wielką wiedzę na temat seksu. Dzięki nabytemu doświadczeniu uwiodłam księdza. Ale zanim mnie dotknął, sprezentował mi niewielką acz bezcenną ikonę pędzla Giotta.
Dodaj komentarz
Komentarze