Panika w głosie Joanny wstrząsnęła jej ciałem, wyrywając mnie z głębokiego snu. Z cichym jękiem przeturlałem się na bok, z trudem przytomniejąc. Odgarnąłem włosy z twarzy i zobaczyłem, że Joanna klęczy na brzegu łóżka.
Poczułem straszliwe przerażenie, serce zaczęło galopować, a skórę pokrył zimny pot. Podparłem się na łokciu.
- Co się stało, najdroższa?
Księżycowa poświata oblewała jej ciało srebrzystym blaskiem. Coś ją obudziło. Zlękła się. Strach przeniknął do szpiku kości.
- Kochanie…
Przylgnęła do mnie jedwabistą skórą i lśniącymi włosami. Skuliła się i dotknęła mojej twarzy.
- Co ci się śniło?
Przestraszona tarła oczy, rozmazując łzy po policzku. Gdzieś w zakamarkach mózgu pozostał cień snu. Niejasne wspomnienie przeszyło ją dreszczem, więc przyturlałem się ku niej i przyciągnąłem do siebie, ściskając tak mocno, że z trudem chwyciła oddech. Nie mogła sobie nic przypomnieć, bo sen wciąż trzymał ją w swojej władzy.
- Już dobrze. Jestem przy tobie.
Nie pomogło. Łkała. Nie mogła opanować szlochu.
- Kochanie…
Splotła nogi z moimi. Kołysała mnie łagodnie, szepcząc coś, czego nie słyszałem, bo słowa zagłuszały bicie serca i widmo bólu.