Następnego ranka moje zmysły pobudził aromat świeżo zaparzonej kawy. Leniwie zamrugałam powiekami, wpatrując się w sufit sypialni. Uśmiechnęłam się sennie, dostrzegłszy Krzysztofa. Stał obok łóżka, zdejmując koszulę. Widok jego szczupłego umięśnionego torsu i brzucha z przypominającymi tarę do prania pięknie wyrzeźbionymi mięśniami zaparł mi dech w piersi.
- Dzień dobry - wymamrotałam, przeturlawszy się na bok.
- Dopiero będzie dobry - usłyszałam, po chwili zaś namacalnie zrozumiałam wagę wypowiedzianych słów.
Wezgłowie łóżka uderzało w ścianę, obwieszczając każdemu, ktokolwiek słuchał tego hałasu, że uprawiamy szaleńczy seks. Wtórowały mu okrzyki dobywające się z mojego gardła i zwierzęce odgłosy rozkoszy kochanka. Nie usiłowaliśmy ich stłumić. Uwielbialiśmy się pieprzyć.
Kiedy skończyliśmy rozgrzewkę, kawa totalnie wystygła...