Siedział otoczony ciemnościami w swoim apartamencie. Jedyne światło dawały ognie pełzające w kominku. Był pogrążony we wspomnieniach o ukochanej kobiecie, spowity jej duchem.
Zamykając oczy, gotów był przysiąc, że czuje jej zapach i słyszy jej śmiech. Sypialnia stała się dla niego niemal sanktuarium, dlatego zajął pozycję przed kominkiem.
Nie mógł patrzeć na wiszące na ścianach duże czarno-białe fotografie ich dwojga. Zwłaszcza na obraz nad łóżkiem - ukochana w całej okazałości, leżąca na brzuchu z odsłoniętymi plecami, częściowo owinięta w prześcieradło, spoglądająca z uwielbieniem, z włosami potarganymi od seksu i słodkim sytym uśmiechem…
Wszystko budziło wspomnienia - niektóre radosne, inne słodko-gorzkie, niczym ciemna czekolada. Nalał sobie na dwa palce najlepszej szkockiej, jaką miał, po czym opróżnił szklankę jednym haustem, delektując się przyjemnym gryzieniem w gardle.
W pewnym momencie powodowany przykrym wspomnieniem cisnął pustą szklanką o ścianę, patrząc, jak rozpryskuje się i spada na podłogę. Okruchy kryształu, niczym potrzaskane sople lodu, rozsypały się po drewnianej podłodze, lśniąc w blasku ognia. Chwycił butelkę i udał się w nicość…
Dodaj komentarz
Komentarze