Pewnego dnia kupiłem linę i zacząłem ćwiczyć węzły. Im częściej to robiłem, tym bardziej uświadamiałem sobie, że wiązanie może być subwersywne, skrajnie uzdrawiające. Okazało się, że igranie z dynamiką władzy i kontrolą to najbardziej uwalniający stan.
Sztuki nie można poganiać, nie inaczej było z linami. Aby osiągnąć zamierzony efekt, musiałem znać ciało, z którym pracowałem. Poznawałem więc punkty uciskowe, nerwy, tętnice. Uczyłem się siły liny, jej gęstości i napięcia. Każdy węzeł czemuś służył…
Co ciekawe, wiązanie nie musiało być doświadczeniem czysto seksualnym. Czasem było po prostu intymne. Stało się też sposobem komunikacji, która nie wymagała słów. Proces tworzenia, robienia czegoś z niczego, był bardzo delikatną czynnością. Rzadko kiedy odbiorca danego dzieła, jego obserwator, miał możliwość bycia równie delikatnym. Tymczasem w przypadku liny było to osiągalne.