Tymczasem dookoła wirowały spojrzenia skryte za tajemniczymi i intrygującymi maskami. Pozwalały one ukryć się wilczycom i wilkom. Subtelnie przyćmiły ich dziką naturę, w maskach mogli przez chwilę być kimś, kim na co dzień być nie mogli. Maski dawały sposobność “pozwolenia” sobie na odrobinę więcej, obdarowywały prywatnością i zapewniały chwilową możliwość przesunięcia granic. Ów wieczór charakteryzował urodzaj masek, były ich najlepsze odmiany. W colombiny - zakrywające oczy, nos i policzki, były przystrojone kobiety, mężczyźni zaś skryli się za medico della peste - maskami z dziobem, których pierwowzorem były maski noszone przez medyków czasów pomoru. Uzupełnieniem weneckich ozdób były barokowe peruki. W powietrzu unosiła się atmosfera francuskiego libertynizmu, wszystko okraszone pokazami burleski oraz pole dance, w akompaniamencie smaku wybornego szampana, którego podawały piękne, nagie kobiety...