- O wiele lepiej zapatruję się na trylogię Greya niż na jej polski zamiennik zrealizowany w teledyskowo-reklamowej estetyce. W tym konkretnym przypadku moje rozbudzone oczekiwania rozminęły się z rzeczywistością. Co to jest? Czy "ognisty" romans na tle pocztówkowych plenerów, podczas którego nieprzeciętnie atrakcyjni bohaterowie przeżywają kolejne uniesienia w rytm popowych hitów może mieć jakąś głębię? Na próżno jej szukać, tak samo jak równorzędności partnerów. Zamiast symetrii i ekspresji uczuć są za to zakupy w ekskluzywnych butikach oraz setki przypadkowych scen. Sycylijski mafioso pojawia się znikąd i jest zmienny niczym pogoda w kwietniu - raz zarzeka się, że nie dotknie ukochanej bez jej zgody, po czym chwyta ją za gardło... Ta zaś, z jednej strony silna, z drugiej bezradna i uległa... Co gorsza, między bohaterami nie jest budowana żadna relacja.
Dodaj komentarz
Komentarze