Knebel w postaci gumowej, czerwonej kulki...

Potężne pchnięcia wprawiły stół w drganie, wszystko się trzęsło, rżnięcie było tak ostre, że pozbyłam się szpilek, aby utrzymać chwiejną pozycję. Oparta o stół skamlałam z rozkoszy. Piski i zawodzenia z każdą upływającą chwilą stawały się coraz donioślejsze… Było słychać, że goście są już na schodach... Aby się nie zorientowali w tym, co się dzieje u solenizantki, kochanek sprawnym ruchem założył na me usta knebel w postaci czerwonej, gumowej kulki. I wciąż pieprzył. W dalszym ciągu posuwał, bez przerwy rżnął, nieustannie dupczył. Przewrócił się wazon, drżały filiżanki. Z uplecionego koka nie pozostał ślad. Włosy stały się proste od ciągnięcia, pupa zaś czerwona od pchnięć i klapsów… Nagle dzwonek do drzwi! Pierwszy..., drugi..., trzeci... Nie reagowałam, bo nie słyszałam. Czwarty rozpoznałam, a w zasadzie poczułam. W tym bowiem momencie Krzysztof spuścił się na moją pupę, nagradzając mą cierpliwość słodką okrasą... Myli się jednak ten, kto uważa, że rozkosz dobiegła końca - przybyli goście tylko oddalili ją w czasie...