Gdy za oknem mrok pokrył widzialny świat a gwiazdy zalśniły zimnym blaskiem, śmiało, krok po kroku, przesuwałem się w stronę cienia. Był wieczór, gdy na klawiaturze wystukałem pierwsze litery. Przygnieciony potokiem słów pisałem w ciszy. W tle było słychać jedynie tykanie zegara. A myśli mówiły. Coraz szybciej, kwieciściej, wznioślej... Klawiatura spłynęła potokami słów. Można było odnieść wrażenie, że to rwące strumyki. Jeszcze nie wiedziałem, że utoną w nich miliony czytelników, uśmierconych jarzmem cielesności…