Po utracie ukochanej, Krzysztof przeklina ją wraz z całym światem. Drąc zdjęcia, tonie w nienawiści. W chwili gdy okrutny los odebrał mu Joannę, jego życie jest nie do zniesienia. Jest nieszczęśliwy, wzywa straconą miłość na powrót, całuje ziemię, po której stąpała Joanna, wszędzie widzi jej twarz. Jest samotny, nie ma uczucia, które mogłoby go ogrzać. Jest mu zimno, jakby żył w lochu. Wszystko, co robi, jest jałowe i ponure. “Zostań ze mną Joanno, błagam, albo pozwól pójść ze sobą. Dokądkolwiek się udałaś. Stanę u twego boku, gdziekolwiek jesteś” - jego myśli krzyczą ową frazą a rozpacz niepokojąco wzbiera... Nie opuszcza go jednak świadomość, że dusze kochanków zostały połączone na zawsze. Tak naprawdę nigdy nie przestał kochać Joanny…
Tymczasem ukochana Krzysztofa, zamknięta wewnątrz misternego całunu utkanego nicią pokory, nigdy od niego nie odeszła. Mężczyzna trzyma za jej gardło, a drugą ręką ciągnie za włosy. Układa Joannę tak jak rzeźbiarz pod palcami ugniata glinę. Czy czegoś jej nie wolno? Nie wolno jej nie ulec, być nieposłuszną, świadomą sytuacji, w jakiej się znalazła. To byłby początek końca misternej intrygi…
Dlatego na straży tajemnicy stoi szarlatanka. Dwie kobiety, jedna w potrzebie, druga oferująca pomoc. Prawda to, czy wyuzdana gra? Kto pociąga w tej chwili za sznurki, która z nich nada ton przyszłym zdarzeniom? Pytania bez odpowiedzi. Wątpliwości przeplatają się z pewnością. Prawda okręca wokół palca fałsz, ten zaś wyziera ze wszystkich szczelin rzeczywistości. Na szachownicy może pozostać tylko jedna figura. Królowa jest tylko jedna.
Tymczasem mąż odcina oddech ślicznej żonie, zabiera powietrze, aż ukochana dławi się intensywnością, zalana łzami bólu i szczęścia jednocześnie. Pan i Władca dyryguje zmysłami uległej dla własnej przyjemności. Oboje łamią ciszę pełną jęków, westchnień i brudnych słów.
On takiej relacji pragnął. Potrzebował tąpnięcia ziemi pod stopami. Czekał na mocne związanie emocjonalne, namiętne penetrowanie umysłu, więź tak głęboką, że wyryje się w nim jak tatuaż.
Co jednak z tym drugim? Wszak każdy szlif jego nauki zostawił głębokie rysy na duszy Joanny. Nie przeszkadzały mu jej skazy, ona także pokochała wszystkie blizny… Płynęła więc niesiona falą pokory, podając nadgarstki i mając świadomość, że już niedługo Pan zerwie kwiat, który dla siebie wyhodował. Niestety, w dotyku gładka jak aksamit i ciepła jak promień słońca nie dla niego. Nie dane mu było skosztować grzesznych ust, odgadnąć głodnych myśli, zapłakać łzami rozkoszy...